"...niosąc ze sobą wspomnienia..."
Uczucia, które opanowywały Severusa Snape'a przez następne dni po ich rozmowie, trudno nawet byłby nazwać wściekłością czy gniewem. Njabliższe prawdy byłoby okreslenie "bezbrzeżne zdumienie". Tym razem nie miał wątpliwości, że dziewczyna mówi o swoich uczuciach całkowicie szczerze. Natomiast fakt, że są to uczucia skierowane do niego wprawił go wręcz w osłupienie.
Nie wyżywał się więcej na niej, nie był w stanie też normalnie z nią rozmawiać, ignorowali się więc wzajemnie, zarówno na lekcjach, jak i poza nimi.
***
Gdy minęły dwa tygodnie i jego znak Severusa zapłonął boleśnie, przemknęło mu przez myśl, że dobrze by było mieć znów tę impertynencką dziewczynę obok siebie.
Wracając od Czarnego Pana złapał się na odczuwaniu jakiejś znikomej nadziei, że będzie czekać w jego komnatach, zwinięta w kłębek przed kominkiem, pijąca herbatę z jego kubka czy czytająca bez pozwolenia jego książki...
Odpędził te myśli potrząsając głową i znużonym krokiem wszedł do swoich zimnych, pustych komnat.
***
Kilka pięter wyżej Cass leżała nieruchomo na łóżku, a łzy wolno spływały po policzkach. Od momentu, keidy poczuła narastające wezwanie znaku walczyła ze sobą, aby nie przemknąć się - jak dawniej - do lochów. Nie pomogło zdemolowanie pokoju, ani papierosy, odpalane jeden od drugiego, ani Ognista Whisky, której butelkę w końcu w akcie frustracji roztrzaskała o ścianę. Nie pomógł też dotyk zimnej szyby na rozpalonej od płaczu twarzy, gdy długie minuty stała nieruchomow oknie, mimo że jego sylwetka już dawno zniknęła w cieniu zakazanego Lasu.
2011-02-02 21:39:54
skomentuj (0)
"...po latach oddalenia przybywasz..."
Severus Snape był bardzo spostrzegawczym człowiekiem. Cóż, w jago zawodzie brak przenikliwości bardzo szybko mógł skończyć się brakiem szans na przeżycie. Słuchając dalszej opowieści Cass szybko doszedł do wniosku, że całe zdarzenie zostało ukartowane przez Blacka. To, czego dizewczyna nie dostrzegała, on wyłapał od razu - niewidoczne zgrzyty, zazdrość kundla, konflikt między lojalnością a chęcią posiadania Lupina na wyłączność przez dwadzieśćiacztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, bez konieczności ukrywania tego, o ich łączyło.
Trzeba przyznać, że zagranie Blacka było poniżej pasa i Severus był właściwie pewny, że wilkołak nie był wtajemniczony w plan pozbycia się Cass z ich gniazdka. Zastanawiał się tylko, jakim cudem ona - jak na swój wiek nadprzeciętnie cyniczna i wyrachowana - dała się tak wrobić. Czy kundel nią manipulował? Uwodził?
Nie zdawał sobie sprawy, jak mocno zaciska palce na szklance whisky, dopóki dłoń nie zaczęła mu drętwieć. Westchnął zrecygnowany, podniósł się z fotela, i, odstawiwszy opróżnioną szklankę na biurko, skierował swe kroki do sypialni.
Następnego ranka Cass nie zjawiła się na śniadaniu, a na zajęciach byłą tak rozkojarzona, że niemal wysadziła mu pracownię, za co nie omieszkał ja zbesztać przy całej grupie. Gdyby była z innego domu, na pewno odebrał by jej punkty. Wzrok, jakim na niego patrzyła, prześladował go przez resztę dnia. To, co czaiło się za hardym spojrzeniem, budziło w nim jakiś irracjonalny niepokój.
Tego wieczora także nie było mu dane położyć się wcześniej - najpierw nadzorował szlabany, potem naradzał się z MacGonnagal, poza tym dzisiaj przypadała jego kolej patrolowania korytarzy przez pierwsze pół nocy. Gdy półprzytomny ze zmęczenia, z peleryną smętnie zwisającą z jego ramion wlókł się w kierunku lochów doszedł do wniosku, że przydałaby mu się długa gorąca kąpiel, a potem dziesięć godzin niczym nie zmąconego snu. Po chwili namysłu skierował swe kroki do Łazienki Prefektów.
Gorąca woda cudownie rozgrzewała zesztywniałe mięśnie, delikatny zapach cedru i olejku migdałowego koił zmysły.
Z ramionami opartymi o brzeg ogromnej wanny Severus czuł, jak jego migrena odpływa. Z ogromnym poczuciem ulgi odhylił głowę do tyłu i wpsarłszy ją na krawędzi basenu pozwolił swoim powiekom opaść.
Dotyk był delikatny, minimalnie chłodniejszy od wody, w której był zanurzony i na tyle przyjemny, że początkowo wziął go za sen.
Dopiero, gdy drobne dłonie nieco bardziej stanowczo zaczęły przesuwać się z jego torsu w kierunku podbrzusza zdecydował się otworzyć oczy.
Postronnemu obserwatorowi trudo byłoby zauważyć błyskawiczny ruh, którym Snape złapał Cass za nadgarstki i obracając, przycisnął ją plecami do brzegu wanny.
- Co ty do ciężkiej cholery wyprawiasz?! - warknął do znieruchomiałej, kompletnie nagiej dziewczyny. W jej rozszeronych oczach malowało się zdziwienie i niepewność
- Ja...
- Nie kończ. Nie musisz. Przecież przyszłaś się pocieszyć po stracie Blacka, czyż nie? Jeszcze tego pożałujesz - wysyczał jej prosto w twarz, po czym machnięciem ręki zgasił wszystkie świece i wyszedł z wody. Cass słyszała, jak w pośpiechu narzuca szaty na mokre ciało i wychodzi, trzaskając drzwiami.
- Severusie, czasem jesteś takim głupcem... - westchęła cichutko.
***
Przez następne dni unikali się jak ognia. Severus był zbyt wściekły, by racjonalnie rozważyć możliwość ukarania dziewczyny za jej niewyobrażalną bezczelność, Cass schodziła mu zdrogi, nie przychodziła na zajęcia, wymawiając się przez koleżanki chorobą lub pilnym wezwaniem Dyrektora. Trwało to aż do kolejnego wezwania Czarnego Pana. Zgodnie z wolą Dumbledorre'a Severus od pewnego czasu odpowiadał na wezwania i znowu grał swoją rolę podwójnego szpiega.
Dziewczyna leżała już w łóżku, gdy poczuła wibracje aktywowanego znaku. Biła się przez chwilę z myślami, po czym wstała, prześlizgnęła się na korytarz i na palcach pobiegła w kierunku Lochów. Jakież było jej zdziwienie, gdy zastała jego komnaty puste, z ogniem z wolna dogasającym na kominku. Szok aż zaparł jej dech w piersi, jednak dziwne uczucie lojalności kazało jej zostać i poczekać na jego powrót. Siadła na jednym z obitych zielonym aksamitem foteli i skuliła się, podciągając kolana pod brodę.
***
Wrócił nad ranem, wyczerpany i zły. Widok tej upartej dziewuchy, ewidentnie łamiącej wszelkie możliwe zasady rozjątrzył jeszcze bardziej jego gniew. Złapał ją za ramiona i szarpnięciem postawił na nogi. Nie czekając, aż się dobudzi, zaczął swoją tyradę. Cass w milczeniu, ze zwężonymi oczami i zaciśniętymi ustami słuchała tyrady o swojej bezczelności, głupocie, o tym, że nikt bezkarnie nie pogrywa z Mistrzem Eliksirów, ...
- A teraz wynoś się i nie pokazuj mi się więcej na oczy! - wrzasnął na koniec i pchnął ją w kierunku drzwi. Gniew już z niego wyparował i zostało tylko znużenie, więc gdy dziewczyna uderzyła boleśnie ramieniem o framugę nawet przemknęło mu przez myśl, że może troszkę przesadził. Że wystarczyło jej wlepić szlaban z Filchem do końca roku i nie mówić tego wszystkiego, co tak bardzo ciążyło mu ostanimi dniami, czym ona zraniła jego pozornie nieczułe serce.
Cass spojrzała na niego, z jakoś dziwnie skulonymi ramionami i bez zwyczajnej hardości w oczach.
- Chciałam ci tylko powiedzieć, że nie miałam zamiaru pocieszać się tobą po Blacku... - wbiła wzrok w podłogę i przerwała na moment. Gdy podjęła wątek, w jej spojrzeniu była już tylko rezygnacja.
- Właściwie to chciałam ci powiedzieć, że to Blackiem chciałam pocieszyć się po tobie...- Severus stał jak zamurowany i nie drgnął nawet, gdy drzwi cicho zamknęły się za Cass.
2009-11-14 00:27:24
skomentuj (0)
"...po latach oddalenia przybywasz..."
Przepraszam, że nie było mnie tak długo.
Pamiętałam o tym blogu i o Was cały czas, ale nie byłam w stanie żyć tym dłużej, jakby coś we mnie umarło. Dużo rzeczy uległo zmianie, ale dziś wracam, z życiem względnie poukładanym, ogromną chęcią pisania i tęsknotą za potterowskim światkiem :)
Wiem, że notka raczej mierna, ale trudno wrócić do pisania po tylu długich miesiącach przerwy. Nadal jesteśmy na balkonie ;)
- A ty przejęłaś się tym aż tak, że nie mogłaś z nimi dłużej mieszkać?-uśmieszek poszerzył się
- Gdzie twój słynny na cały Hogwart liberalizm i tolerancja?
Cisza aż dźwięczała w powietrzu, gdy Cass z na wpół rozchylonymi ustami wpatrywała się w Snape'a
-Więc w którym z nich byłaś tak zakochana, że jego widok z innym mężczyzną w łóżku doprowadził cię do takiego stanu? - zapytał ze słyszalną drwiną w głosie.
Cass spuściła oczy, bezskutecznie próbując powstrzymać rumieniec, wypełzający jej na policzki
Gdy w końcu zdecydowała się podnieść wzrok, wyraz jej twarzy był zacięty, dłonie zaciśnięte w pięści, lecz w oczach błyszczały łzy.
- W Blacku - wydusiła
Severus prychnął i skrzyżował ramiona na piersi.
- Mogłem się domyślić.
Leżąc później w łóżku obserwowała, jak pierwsze promienie słońca tańczą na okiennych witrażach i nadal nie mogła zrozumieć,
co tak naprawdę skłoniło ją do takiej otwartości względem Mistrza Eliksirów,
a jego do słuchania jej wynurzeń.
Severus Snape, siedząc przed wystygłym kominkiem kilka pięter niżej zadawał sobie to samo pytanie.
Czuł, ze coś jest nie tak i - choć wydawało się to niemożliwe - że jego nienawiść
do Blacka jest jeszcze silniejsza
- Czasami jesteś takim dupkiem, Syriuszu - powiedział ledwo słyszalnie Lupin, gdy w końcu był w stanie wydobyć z siebie głos...
2007-02-05 21:27:09
skomentuj (2)
No to się doprosiliście...
Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Mówcie co chcecie, i tak wiem, że Was zaniedbałam i jestem be :P
Cass długo wpatrywała się w ciemność ponad rozżarzonym końcem papierosa, nim odezwała się ponownie.
- Któregoś dnia, jakoś tydzień przed świętami, wróciłam wcześniej do domu. - Severus wpatrywał się w nią, z miernym skutkiem próbując ukryć narastające zainteresowanie.
- Dostałam w pracy premię, która w naszych warunkach była prawdziwym błogosławieństwem, pędziłam więc jak na skrzydłach - ciągnęła, nie zwracając uwagi na grymas zniecierpliwienia, który pojawił się na twarzy Severusa.
- Trochę zdziwiły mnie zamknięte drzwi pokoju Syriusza, ale nie na tyle, by powstrzymać mnie przed ich otwarciem. - Cass odstawiła opróżnioną niemal do połowy butelkę na zimne kamienie balkonowej posadzki i podniosła wzrok na Severusa.
- Weszłam tam i... - urwała, próbując przełknąć narastającą jej w gardle gulę. Uniesiona brew Severusa powędrowała jeszcze wyżej.
- I? - zapytał.
- I oni... oni... - jąkała się, walcząc ze łzami i frustracją, która ogarniała ją zawsze na to wspomnienie.
- No wyduś to z siebie - warknął.
- Kochali się. Uprawiali seks. Pieprzyli się!! - wydarła się Cass, stając jednocześnie przed profesorem, na którego usta wypełzał pełen złośliwej satysfakcji uśmieszek.
2005-07-22 20:13:02
skomentuj (16)
Dalszczego ciągu jeszcze dalszy ciąg ;)
Ogromne podziękowania dla
Draco Maleficium za zmotywowanie mnie do napisania nowej notki ;))
Cass przewracała się niespokojnie z boku na bok, nie mogąc zasnąć mimo wyjątkowo późnej pory oraz ogólnego zmęczenia, które ogranęło ją tuż po wyjściu z gabinetu dyrektora.
Drażniło ją wpadające oknem światło księżyca, przyduszał aromat trociczek i kadzidełek, a dźwięk ulubionego, wahadłowego zegara doprowadzał ją niemal do szału.
Sfrustrowana wstała chwiejnie z łóżka i nie zapalając różdżki, po omacku wygrzebała z szyflady nocnej szafki nową paczkę papierosów. Po chwili namysłu sięgnęła głębiej, po połówkę Ognistej i narzucając na plecy wełniany szal wyszła z pokoju.
Zmierzając w stronę tarasu znajdującego się tuz przy zejściu do lochów była pewna, że go tam spotka i nie myliła się. Stał placami do niej, zapatrzony w zawieszoną nad Zakazanym Lasem tarczę księżyca. Cass zajęła miejsce na barierce; wzdrygnęła się, opierając o lodowatą kamienną ścianę i opatuliła szczelniej szalem.
- Ma pan może ogień? - zapytała, wyciągając papierosa z paczki. Snape bez słowa odwrócił się, podszedł do niej i podał zapalniczkę. Potrząsnął głową na widok wyciągniętej w jego kierunku butelki whisky.
- Więc co takiego stało się u Blacka? - Spytał, siadając obok i krzyżując ramiona na piersi.
- A dlaczego miałoby się coś stać? - spytała, mrużąc powieki.
- Chociażby dlatego, że nie mogłaś z nimi dłużej mieszkać. Bo kłamiesz dyrektorowi w żywe oczy. Nie możesz spać. A przede wszystkim dlatego, że tu przyszłaś- odparł, krzywiąc usta w namiastce ironicznego uśmiechu.
- A dlaczego pan przyszedł? - spytała zaczepnie, coraz bardziej poirytowana.
- Poniewż mam wobec ciebie dług, nie łudź się, że kierowało mną cokolwiek innego. - Jego czoło zmarszczyło się gniewnie.
- Nie łudzę się - warknęła - Już nie...- dodała i pociągnęła spory łyk z butelki. Severus uniósł tylko wyczekująco brwi.
Cass pstryknęła niedopałkiem w powietrze i westchnęła cicho.
- Kiedy się do nich wprowadziłam, wydawali mi się parą najlepszych przyjaciół na świecie- skrzywiła się nieznacznie - Trochę dziwiło mnie, że żaden nie znalazł sobie żony, nie założył rodziny... - tu spojrzała przelotnie na Severusa, który parsknął nerwowo i ponownie odwróciła wzrok - ale pomyślałam, że może to przez te wszystkie wydarzenia: śmierć Potterów, zdradę Pettigrew, Azkaban... Oboje wydawali się nie potrzebować nikogo poza sobą,wydawało mi się, że byłam intruzem w ich mieszkaniu, chociaż robili wszystko, by nie dać mi tego odczuć. I faktycznie nim byłam- skrzywiła się i znów łyknęła nieco Ognistej. Severus podpalił jej kolejnego papierosa i poczekał, aż znów podejmie swe opowiadanie.
2005-05-20 21:41:53
skomentuj (18)
Z braku czasu i sił- tylko maleńki kawałeczek...
Cass podciągnęła kolana pod brodę i, otoczywszy je ręką, w drugą z wdzięcznością przyjęła kubek pełen parującej, marcepanowej czekolady. Severus kolejnym machnięciem
różdżki zamówił dla siebie filiżankę kawy i, upiwszy łyk, wrócił na swoje miejsce przy oknie.
- Więc... - zaczął Dumbledore, opierając łokcie na biurku i pochylając się w jej stronę - nie używałaś magii poza Hogwartem?
- Nie. Nie poza mieszkaniem. - odparła, próbując ukryć za kubkiem z aromatycznym napojem przewrotny uśmieszek.
- Mieszkaniem? Ale...- brwi dyrektora uniosły się; Severus udawał, że wygląda za okno.
- Pozdrowienia od Remusa, dyrektorze - błysnęła zębami w szerokim uśmiechu - i od Łapy...
2005-04-24 22:41:05
skomentuj (12)
Almost done ~.^
Londyński dworzec jaśniał w mroku zimowej nocy mdłym, sztucznym światłem, migoczącym w coraz gęściej padających płatkach śniegu. Snape zmierzał ku niemu szybkim krokiem, co jakiś czas nerwowo otrzepując z włosów śnieg. Na peronach wiało i pełno było zamarzającego błota zmieszanego z brudnym, na wpół roztopionym śniegiem. Rozglądając się po wyludnionym peronie, Snape starając się nie zwracać na siebie zbytniej uwagi, podszedł do barierki i wsparł się o nią lekko. Zerknął przez ramię, by upewnić się, że nie jest przez nikogo obserwowany,chcąc przejść na 9 i 3/4, gdy jego uwagę przykuła pewna postać, poruszająca się wśród nielicznych
podróżnych. Dziewczyna miała brązowe, postrzępione włosy do połowy pleców,opadające częściowo na bladą twarz o niesamowicie podkrążonych oczach. Cienki, jeansowy płasz, w który była ubrana, tylko uwidaczniał jej nienaturalną chudość. Na pozór niczym się nie różniła od innych dworcowych ćpunów, żebrzących o pieniądze na kolejną "działkę", jednak pewien szczegół jej wyglądu zwrócił jego uwagę: czarna opaska z dwiema naszywkami na lewym ramieniu.
Ten materiał i godła Snape poznałby wszędzie:był to strzęp czarodziejskiej szaty z godłem Hogwartu i odznaką prefekta Slytherinu. Krew uderzyła mu do głowy, oderwał się od barierki i ruszył w stronę dziewczyny szybkim krokiem, i nie zważając na parę starszych ludzi, od których właśnie próbowała wyłudzić pieniądze, szarpnął ją za ramię, odwracając do siebie. Teraz, gdy stała tuż przed nim, spoglądając zamglonym, na wpół przytomnym wzrokiem, mógł jej się przyjrzeć dokładnie.
Twarz miała wychudzoną, ściągnięta skóra o chorobliwym odcieniu bieli uwydatniała niesamowicie kości policzkowe i szpiczasty nos. Usta były koloru twarzy, spierzchnięte i spękane do krwi. Spod szalika, byle jak omotanego wokół cienkiej, żylastej szyi, sterczały obojczyki, z gardła dobiegał co jakiś czas rzężący kaszel. Sweter i spodnie na niej były potargane, stanowczo za cienkie, jak na tę porę roku, podobnie jak znoszone i brudne trampki, które miała na nogach. Jej skórzana torba, niegdyś porządna i elegancka, teraz zwisała niemal w strzępach prowizorycznych łat i przeszyć.
- Nie ma pan może... - zaczęła, wyciągając proszącym gestem dłoń w jego kierunku. W Snapie aż się zagotowało, stracił nad sobą panowanie i wymierzył Casslee z całej siły siarczysty policzek. Dziewczyna zwaliła się kolanami na posadzkę u jego stóp, kuląc się i osłaniając twarz; Snape postawił ją na nogi szarpnięciem za kołnież.
- Co ty do cholery robisz?Jak śmiesz to nosić?! - wysyczał, zrywając jej odznaki z ramienia - Hańbisz dobre imię Hogwartu!! - krzyczał, nie zważając na mugoli, wycofujących się przezornie do poczekalni. Casslee zdawała się dopiero przytomnieć, próbowała skupić na nim rozbiegany wzrok.
Wpatrywała się w niego przez chwilę nieruchomo, wciąż trzymając się za twarz.
- Profesor Snape... - szepnęła, nawet nie próbując zatrzymać napływających do oczu łez. Snape spoglądał na nią ze zmarszczonymi brwiami, walcząc z kolejnym nadciągającym wybuchem złości. - Błagam,niech mi pan pomoże... - rozszlochała się na dobre
- Nie mam zamiaru dawać ci pieniędzy na narkotyki - warknął niecierpliwie - Zresztą...zdaje się, że znasz inne sposoby, by dostać to, czego chcesz, czyż nie? - dodał zjadliwie i odwrócił się, kierując na powrót w stronę barierki.
- Nie chcę pieniędzy! - krzyknęła za nim - Chcę,żeby mnie pan zabrał do Hogwartu! - dodała. Postąpił jeszcze parę kroków naprzód, po czym zatrzymał się i odwrócił niepewnie.
Stała tam, po kostki w roztopionym śniegu, głodna,brudna i obszarpana, wpatrująca się w niego swymi cudownie niebieskimi oczami, próbując obetrzeć nadtarganym rękawem swetra wciąż na nowo napływające łzy. Poczuł nieprzyjemny chłód w sercu na myśl, że miałby ją zostawić samą w tą ciemną, zimową noc.Podszedł do niej wolno, ściągając swój długi, czarny płaszcz. Nieco niepewnym ruchem zarzucił jej go na ramiona.
- Zbierałam na jedzenie, nie na prochy - spojrzała na niego nieśmiało zapuchniętymi oczami.
- Pospieszmy się, za chwilę mamy pociąg do Hogsmeade - Jego głos zabrzmiał dla obojga niespodziewanie łagodnie. Otoczywszy dziewczynę ramieniem, poprowadził ją w srtonę peronu 9 i 3/4.
2005-04-18 22:35:03
skomentuj (13)